środa, 27 stycznia 2016

Cechy osobowości osiągającej sukces



Doktor Maxwell Maltz  (1889-1975), Amerykanin, autor jednej z 50 najlepszych książek do samopomocy (self-help book) wyróżnił na podstawie swoich obserwacji, rozmów i biografii osób odnoszących w życiu sukcesy następujące cechy tych ludzi:
  1. Dobra znajomość i jasność własnych celów życiowych.
  2. Względnie obiektywna samoocena  (znajomość swoich możliwości, świadomość swoich słabych i mocnych stron).
  3. Trzeźwe myślenie, zwłaszcza zdolność przewidywania skutków swojego działania. Myślenie logiczne.
  4. Szczerość wobec samego siebie.
  5. Życzliwe nastawienie do ludzi i miłość do nich.
  6. Dobroć i pewien stopień wspaniałomyślności.
Wszystkie te cechy można w sobie rozwijać, a myślenie o własnej przyszłości powinno być podobne do myślenia menadżerów, czyli powinniśmy się zastanawiać czego właściwie chcemy od życia, co robić aby jak najkorzystniej zrealizować własne cele, jakie możemy napotkać przeszkody, co możemy zyskać a co stracić.

Jedną z najważniejszych kwestii na drodze do osiągnięcia naszych planów jest odpowiednie nastawienie do siebie, musimy mieć do siebie zaufanie, wierzyć we własne możliwości (realnie) i mieć w sobie odwagę wobec życia.

Maltz stwierdził, że „większość ludzi ma takie nastawienie wobec innych jakie, odczuwa do siebie samego”…

Dlatego tak naprawdę drogę do szczęścia i zadowolenia z życia musimy zacząć od akceptacji nas samych, od pogodzenia się ze samym sobą i od szacunku dla samego siebie, a błędy jakie popełniliśmy wykorzystać do nauki lepszego życia. :)

piątek, 27 czerwca 2014

Lęki, stresy i fobie - moda na obwinianie o wszystko rodziców i błędów wychowawczych


Pomysł na ten temat zrodził się jako, że oczywiście sama jestem teraz w sytuacji wyjątkowo stresogennej, czyli za parę dni mam jechać do pracy z zakwaterowaniem na lato jako kelnerka w hotelowej restauracji, miejsce nowe, dodajmy, że chodzi o Włochy czyli tamtejszy dialekt i trochę inna mentalność, ludzie nowi, nowe dania w menu, nowe obowiązki, nowy szef i nowi znajomi z pracy, a człowiek oczywiście chce zrobić dobre wrażenie, a jak komuś zależy na dobrym wrażeniu i żeby się pokazać od jak najlepszej strony jednocześnie nie do końca wiedząc co i jak ma robić to wiadomo, że musi być zestresowany.

Ja jak to ja, nie pierwszy raz stres mnie paraliżuje, nowa praca, to zawsze nowy schiz przynajmniej dla mnie, to normalne, gorzej jak ktoś jest zbyt zestresowany, spać nie może, ściska go w dołku, traci apetyt, źle się czuje i w pewnym momencie zrobiłby wszystko żeby się wycofać jeszcze nawet nim się zaczęło. Czy ktoś tak kiedyś miał? Buszowałam trochę w internecie w poszukiwaniu otuchy i okazało się że cała rzesza ludzi i to co najlepsze najczęściej młodych, bardzo młodych walczy z problemem różnorakich ataków paniki, stresów na zapas, wręcz fobii przed nową pracą ale nie tylko, niektórzy panicznie się boją że sobie nie poradzą, inni że się skompromitują lub, że zwyczajnie nie dadzą rady jak będzie za dużo naraz do zrobienia, niektórzy boją się ludzi dosłownie.

Byłam w szoku jak wiele osób, takich normalnych, między nami, niektóre z nich mogą z nami nawet pracować i jednocześnie przeżywać takie katusze i walkę ze sobą żeby wytrwać.  Trafiłam na różne strony internetowe o nerwicy, depresji, nieuzasadnionych lękach itp. Ludzie to jest jakaś plaga młodzieży XXI wieku! Oczywiście wskazane są różne formy leczenia czy to wizyty u psychologa czy u psychiatry, wiele młodych ludzi musi brać tabletki żeby normalnie funkcjonować, oczywiście psycholodzy jak to psycholodzy (mamy ich teraz od groma) jak jeden mąż powtarzają, że to wina jakichś tam niezaspokojonych potrzeb w dzieciństwie, urazów psychicznych, ale ogólnie wychodzi na to że winni są rodzice, i rzekomo to ich reakcje w określonych sytuacjach z dzieciństwa  zaważyły o tym że ktoś ma taką a nie inną psychikę.

Zgadzam się ale tylko w małej części, oczywiście, że wychowanie i różne urazy mają wpływ na rozwój człowieka, ale posądzać rodziców o wszystkie te dziwaczne rodzaje fobii które ma tak wiele młodych osób to moim zdaniem gruba przesada ( nie mówię o sytuacjach patologicznych, ale o takich normalnych, przeciętnych rodzinach). Czy ktoś z waszych właśnie rodziców, czy dziadków, cioć, wujków, ogólnie ludzi w wieku od średniego wzwyż będąc w wieku dwudziestu, dwudziestukilku lat słyszał kiedyś, że ktoś się boi iść do pracy, nie idzie do pracy bo się boi że sobie nie poradzi, że nie sprosta oczekiwaniom, jest nowy i boi się kompromitacji, boi się że nie udźwignie nadmiaru obowiązków?  (nie mówię o strachu przed innymi rzeczami typu milicja czy jakieś problemy w tamtych czasach natury politycznej, bo tutaj stres byłby w 100% uzasadniony) ale dziś? Młody człowiek bojący się ludzi, tłumów, obowiązków, odpowiedzialności, konsekwencji, upokorzenia przed innymi, tak moi drodzy, poczytajcie sobie jakie ludzie mają problemy ze sobą, jak mało motywacji, wielu nienawidzi swojej pracy, ale wiadomo trzeba za coś żyć.

Kto kiedyś słyszał o podobnych problemach o podobnych fobiach i lękach? Kiedyś jak ktoś do psychologa poszedł do bał się przyznać, że zaraz będą o nim szeptać "czubek", to były pojedyncze przypadki, a teraz (na szczęście ludzie dojrzeli do tego, że psycholog czy psychiatra to żaden wstyd i nie chodzą do niego tylko "czubki" ale normalni ludzie, normalni ale z nienormalnymi problemami, które zaczynają komplikować życie), isć do psychologa to trochę jak iść do kosmetyczki, dbałość o higienę tyle że nie tylko ciała ale też psychiki. Higiena psychiczna być może to jest słowo klucz, dzisiaj nie ma już czasu na higienę psychiczną, na to aby się w to bawić, aby się zrelaksować, aby w wolnych chwilach robić to co się lubi, rozwijać hobby (nie mówię o dzieciach w wieku szkolnym bo te może jeszcze mają trochę czasu, chociaż  to już nie to samo z komputerami i smartfonami przed nosem, zero rozwoju, tak rodzi się zacofanie i strach przed realnym życiem, ludźmi i problemami) kto dzisiaj myśli o utrzymaniu higieny psychicznej, już tylko Ci najbardziej zdesperowani, którym ten pęd i dzisiejszy styl życia tak się dał we znaki, że po prostu musieli się zatrzymać i dojrzeć do tej higieny umysłu bo inaczej ciężko by im było funkcjonować na co dzień z tymi wszystkimi stresami i obawami często nieuzasadnionymi.

Czy naprawdę to wszystko wina urazów z dzieciństwa???!!!! Nie zgadzam się kategorycznie, nie wierzę w to, przecież nasi rodzice też kiedyś byli dziećmi, a w dawniejszych latach  nikt sie tak nie pieścił i nie gadał tyle o psychologicznym podejściu do dziecka co teraz, zmalował coś dzieciak to się lało pasem, albo klapsa i do widzenia, dbało się o dzieci, wychowanie było surowsze, czy wasi rodzice w waszym wieku też mieli takie lęki w wieku lat dwudziestu?  depresje, nerwice? W wieku lat dwudziestu zapewne nie, prędzej teraz, podobnie jak Wy (a raczej My;))moi kochani Dlaczego? Bo to nie wina wychowania! tylko czasów, czasy się kompletnie zmieniły! Wszyscy pędzą bo muszą, bo tak jest urządzony rynek pracy, kapitalizm, nic tylko robota robota, myśl czy Cie nie zwolnią, kreatywność, wyrabianie zawyżonych norm żeby przetrwać itp, zależy co się dokładnie robi, kasy i tak mało ale bez niej nic nie zrobisz, a studia najczęściej tworzą tylko złudzenie lepszych perspektyw dopóki się ich nie skończy,  wielu już w trakcie się orientuje, że nic im te studia nie dadzą. Po takim upadku z wysokiego konia ciekawe jak się człowiek ma nie stresować, co mają tu do rzeczy urazy z dzieciństwa..

środa, 27 kwietnia 2011

Jak feniks z popiołów

Gdyby ktoś mnie pytał, jak i czy w ogóle jakoś można poradzić sobie po upadku kilkuletniego związku, jak się wcześniej wydawało, z tym jedynym.. odpowiadam bo już wiem:

MOŻNA

zasada numer 1:
na początku należy wypłakać swoje (pierwsze kilka dni)

zasada numer 2:
następnie iść do pracy, i to jak najszybciej! (najlepiej z zaangażowaniem wypełniając swoje obowiązki;))


zasada numer 3:
być wśród ludzi, a zwłaszcza znajomych, przyjaciół (to oczywiście polecam zawsze, nie tylko w sytuacjach kryzysowych;P)


zasada numer 4:
nie oglądać się za siebie, iść do przodu !!!!!!!!!!!! I niech sztandarowymi hasłami w tej karkołomnej chwili staną się okrzyki: Życie jest piękne! Koniec jest początkiem! oraz Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło..!

Oczywiście jest w tym coś przykrego mimo wszystko..;/ ale aby zrozumieć, że to najlepsze rozwiązanie i jedyne słuszne odsyłam Was do posta "Prostota":) Poza tym na pewno do wielu mądrych tekstów o życiu i miłości Grzegorza Turnaua, które mam zamiar zamieścić jak tylko znajdę trochę czasu..

Pozdrawiam i ściskam gorąco moich nielicznych Odbiorców!;):)

niedziela, 24 kwietnia 2011

Przeprowadzka... dramat w kilku aktach (AKT I) ;P

Ostatnio tyle się dzieje.. ledwo nadążam z tym wszystkim, a im bliżej przeprowadzki tym bardziej mi się nie chce.. Na początku się cieszyłam i to bardzo, ogólnie dalej się cieszę, zawsze to jakieś nowe perspektywy, nowe wyzwania, nowe doświadczenie, no i najprzyjemniejsze chyba czyli: urządzanie nowego pokoju;D
ehh będę w Krakowie często, ale i tak coraz bardziej jest mi smutno, że zostawiam tu tyle bliskich mi osób, znajomych, przyjaciół, 23 lata mojej osobistej historii, a nawet pracę:(:( jeszcze nie wyjechałam, a już zaczynam za tym wszystkim tęsknić, już zaczyna mi się uruchamiać ogromny sentyment...:( z drugiej strony tym bardziej będę z chęcią tu powracać..:)
A pakowanie? szczerze mówiąc jeszcze nic nie tknęłam, nie mam czasu, a nawet jak mam to nie mam siły ani ochoty, chyba zostawię to na ostatni moment;P tylko cholera zachodzę w głowę, co ja zrobię z tymi wszystkimi bambetlami, gdzie ja to upcham.. chyba niedługo będę siedzieć w pokoju na kartonach..;D
Oby tylko to wszystko jakoś na dobre wyszło:) Ale wierzę w to gorąco.

sobota, 23 kwietnia 2011

Prostota


Życie jest za krótkie aby przez nie biec
życie jest za długie aby w miejscu stać
życie jest tak krótkie, więc nie bój się śnić
życie jest za długie by samotnym być....

wtorek, 1 lutego 2011

Fusilli z szynką i groszkiem w śmietanie


Powiem tylko tyle: mniaaaaaam:D Od dawna chodziło za mną to danie, więc postanowiłam wziąć się do roboty i zrealizować! Było warto. Przepis znalazłam w internecie na włoskiej stronie kulinarnej, jest prosty i dość szybki:

Składniki:
1/2 kostki rosołowej
40 gr masła
2 łyżki oliwy
100 ml śmietany (ja wlałam 18%, ale może być też 35%)
400 gr makaronu fusilli (może być też inny np. garganelli-na zdjęciu, farfalle, penne)
150 gr groszku z puszki
120 gr szynki
starty ser (najlepiej parmezan)
pieprz, sól

Przygotowanie:
1. Podgrzać oliwę na patelni i wrzucić groszek. Po chwili dolać trochę bulionu rosołowego.
(Wystarczy pół kostki rosołowej na 1 szklankę wody) Pogotować parę minut na małym ogniu.

2. Odlać nadmiar bulionu. Wrzucić szynkę pokrojoną w kwadraty (wcześniej dobrze jest ją trochę podsmażyć na masełku), śmietanę, pieprz, ewentualnie sól, ładnie pomieszać;P

3. Ugotowany makaron, po przecedzeniu wrzucić do całej tej mieszanki na patelni, pomieszać wszystko ponownie.

4. Na talerzu posypać suto parmezanem.

Smacznego!:)

wtorek, 9 listopada 2010

Lista wysublimowanych przyjemności

Mgła
Kraków
Kawa
Gorąca czekolada
Sklepy cynamonowe
Świeczka zapachowa
Turnauologia
Sztuka
Muzyka
Kąpiel
Noc

wtorek, 11 maja 2010

Matura 2011

Szykuję się na nią. Wystarczy, że do końca września złożę deklarację do mojego LO, w sprawie poprawki. Chcę to zrobić póki, jest to dla mnie jeszcze w miarę łatwe i realne do wykonania, z wielu powodów. Na pewno na pierwszy rzut poprawa rozszerzonego włoskiego. Muszę go napisać w przyszłym roku na min 90%, jak się uda to choćby i na stówę. Po co?
- ogromna szansa na dostanie się na dzienną filologię z jakiegokolwiek języka (kto wie, może włoski, może francuski) nawet jeśli w przyszłości tego jednak nie wykorzystam to przecież nic nie tracę
- komfort psychiczny
- zadowolenie z siebie, poczucie spełnienia
Poza tym na pewno poprawa geografii, pisałam podstawową, w sumie i tak nie poszła mi zbyt rewelacyjnie, zresztą poziom podstawowy jest na uczelniach niżej punktowany niż rozszerzony, na który nastawiam się teraz i też mam zamiar napisać go na min. 90% , zresztą po trzech latach studiowania geografii inaczej sobie tego nie wyobrażam.. Po co?
- otwarte drzwi na dzienne studia geograficzno nauczycielskie na UP, w razie czego wystarczyłyby mi 3 lata, a miałabym dodatkowe uprawnienia i porządnie poukładaną wiedzę z tej geografii, czyli coś czego UJot w życiu mi nie zapewni
-solidna powtórka ogólnogeograficzna i niemały zakres licealny opanowany niemal do perfekcji
- komfort psychiczny
- dopieszczenie własnego ego, poczucie spełnienia
I wreszcie ostatnia kwestia, co do której jeszcze się zastanowię - historia (rozszerzona bo innej nie mogę już pisać) Historia czyli przedmiot, który przez dwa lata miałam zamiar zdawać, i nagle ni z gruszki ni z pietruszki zrezygnowałam. Po co?
- wyłącznie dla siebie, nie z myślą o studiach
- satysfakcja ze zdania (nie byłoby dla mnie takie istotne na ile byle ponad 50%, zresztą rozszerzona historia to nie jest taka prosta sprawa)
- podsumowanie wiedzy nie spodziewam się cudów, ale może coś by mi zostało na dłużej w głowie, biorąc pod uwagę moją nie najlepszą pamięć do takich rzeczy, chcę po prostu w miarę się orientować w różnych sprawach
- gimnastyka umysłu tego nigdy za wiele

ale co do historii to nie jestem pewna, w sumie zawsze można się zgłosić, a później w każdej chwili zrezygnować także czemu nie:)

Jak na dzień dzisiejszy takie mam w głowie pomysły. No chyba, że dostanę się na dziennego magistra na UJ]w tym roku co jest mało prawdopodobne, wtedy chyba nie miałabym czasu na przygotowania maturalne.
Pożyjemy zobaczymy.
W każdym razie będę walczyć! Nie dam się wyrolować systemowi edukacji;P
Tak chcę i koniec!

czwartek, 22 kwietnia 2010

Z perspektywy

Powiedzmy sobie wprost, jestem niezadowolona z moich studiów i dopiero na trzecim roku zdałam sobie w pełni sprawę, że ani mnie one nie satysfakcjonują, ani nie są zbyt perspektywiczne. Choć zawsze uważałam, że skoro gdzieś kiedyś coś mnie skłoniło do podjęcia takiej a nie innej decyzji, to znaczy, że tak właśnie miało być, że czemuś to służyło, poza tym i tak czasu się nie cofnie. Jednak teraz nie mogę pozbyć się myśli, która z dnia na dzień frustruje mnie coraz bardziej, dryluje dziurę w brzuchu - dlaczego ja nie jestem na studiach językowych??? dlaczego nie na moim ukochanym włoskim?????????? co ja tu robię do cholery, uj, turystyka, licencja pilota...

Aż tak zmieniły się moje upodobania przez te trzy lata? czy to po prostu wyłącznie uczelnia mi je skutecznie zniesmaczyła? wcale nie chcę być pilotem turystycznym, ani też prowadzić ani nawet pracować w biurze turystycznym. Do realizacji moich ewentualnych planów związanych z turystyką wcale nie będę potrzebować studiów w tym kierunku, ale wyłącznie pieniędzy! Nie mogę sobie darować, że tak marnuję swoje zamiłowanie do języków obcych, to mnie kręci, to mnie zawsze kręciło od podstawówki, teraz z poczuciem żalu i pewnej zazdrości myślę o mojej nauczycielce włoskiego z liceum, nie miałabym nic przeciwko temu żeby uczyć języka, organizować wymiany językowe, brać udział w tego typu działalności, ona była w swoim żywiole, to było widać.

Chcę znać kilka języków. I to akurat nie jest problem bo to będzie moje zadanie na całe życie, mój umysł zawsze będzie miał zajęcie, ale co będę robić zawodowo? Pewnie, że mogę zrobić jeszcze jakieś inne studia, ale niestety najpierw czekałoby mnie chyba poprawianie matury, albo pisanie jeszcze dodatkowo z rozszerzonej historii(na kierunki humanistyczne). Jasne jest, że moje wyniki ze znajomości języka obcego sprzed 3 lat są już z deka nieaktualne, a z tymi starymi papierami nie dostanę się na dzienne językowe, gdzie rzuca się kilkanaście osób na miejsce. Co innego na zaoczne, ale ja już nowych zaocznych nie chcę, już dość kasy poszło na obecne studia a i tak boję się, żeby to wszystko nie okazało się tylko zmarnowanym czasem i pieniędzmi..

sobota, 17 kwietnia 2010

Myśl

jakkolwiek by nie spojrzeć, zawsze jestem niewolnikiem swojego umysłu..

sobota, 26 grudnia 2009

By żyło się lepiej!



K
ochani!:)

Święta dobiegają powoli końca,
Nowy Rok czeka tuż za rogiem,
znowu coś się zaczyna a coś kończy.


Dlatego chciałabym złożyć Wam wszystkim i sobie samej noworoczne życzenia:)

Życzę nam, aby każdy z nas czuł całym sercem, że nie jest tu przypadkowo, że każdy z nas ma tu wiele do zrobienia, że jest potrzebny, że daje szczęście innym ludziom.

Ż
yczę nam wiary w to, że wszystko w życiu ma jakiś cel, nawet jeśli na początku go nie widzimy.

Życzę nam, abyśmy głęboko wierzyli , że każdy z nas może tworzyć rzeczywistość wokół siebie i byśmy tą rzeczywistość nieustannie pragnęli ulepszać.

N
ie bójmy się być wyrozumiali! Nie bójmy się zmieniać świata na lepszy! Nie bójmy się doświadczać dobra, doceniajmy to co jest nam dane, doceniajmy bardziej ludzi którzy są z nami na co dzień i pomyślmy ciepło o tych, którzy gdzieś tam w oddali przewijają się przez nasze życie..

Cieszmy się tym co mamy bo przecież "mogło nie być nic, a jest to wszystko.."!!!(G.Turnau) Cieszmy się każdym przejawem dobra danym od drugiego człowieka i sami dbajmy o dobroć w nas samych. Cieszmy się życiem! Cieszmy się każdą chwilą! Nikt nie będzie żyć wiecznie...


Życzę wszystkim, aby do każdego przyszły chwile wewnętrznej refleksji nad tym co w jego życiu jest naprawdę najważniejsze i najpiękniejsze...

Życzę nam, również więcej spokoju, choć to megatrudne w dzisiejszych czasach.. abyśmy nie zginęli w tym szalonym kołowrocie różnych tzw. ważnych spraw, pośpiechu, braku czasu bo są chwile, kiedy nagle może się okazać, że o czymś naprawdę ważnym zapomnieliśmy, w całym tym chaosie coś wyleciało nam z plecaka, czasem można po to wrócić, ale bywa że jest już za późno..

Dlatego żyjmy bardziej świadomie! Nie koncentrujmy się tylko na rzeczach przyziemnych, materialnych, one też są ważne, tak! Ale nie zapominajmy że oprócz ciała mamy jeszcze DUSZĘ! O nią też trzeba dbać, rozwijać, rozpieszczać, pielęgnować i doczłowieczać, czasem nawet o nią walczyć. Nie zachowujmy się jak bezmyślne maszyny, starajmy się z całych sił być lepszymi ludźmi i pracujmy nad tym już teraz, póki jest jeszcze czas..



Dawajmy radość, przyjmujmy dobro, dbajmy o to co nas otacza!:)
By życie sięgnęło nowego wymiaru, nabrało zupełnie nowego smaku i przemijanie również..!


A TU COŚ NA DOBRE ROZPOCZĘCIE :D :

ULEPSZANIE LEPIEJ ZACZNIJMY OD SAMYCH SIEBIE!!!:P


środa, 14 października 2009

Z rozważań jesiennych.. o jesieni

I nadeszła...szara, zimna jesień, która każe nam się ubierać w ciepłe płaszcze, kolorowe szale, oswajać parasole... miasto przez większość dni oddycha mgłą, a szyby ociekają strugami deszczu, lub na zmianę zabielają się pierwszym śnieżnym pyłem.


A
życie toczy się dalej, choć jakby wolniej..

Nie lubię jesieni- to moje pierwsze wrażenia i pewnie nie tylko moje na widok pluchy i na myśl o oddalającym się lecie.

Ale czy ten smutny obraz, naprawdę taki właśnie jest? A może w ten właśnie sposób natura odkrywa przed nami swoje zakamarki, wyjawia nam swoje sekrety... może wystarczy spojrzeć na nią z innej perspektywy aby się nią prawdziwie zachwycić!

Jesień to czas odkrywania ukrytego piękna..
czas zadumy, kontemplacji,
to czas na uspokojenie..
czas lepszego rozumienia sztuki, nauki i poezji.


Czy ten senny świat za mgłą nie zdaje się wprowadzać w świat baśni..?

Rzeczy nie są takimi jakimi się wydają, mają głębszy przekaz, sens..
przedmioty ożywają a zamglone ulice miasta zapraszają do wejścia w nieznaną krainę..
są obietnicą nowych głębszych przeżyć...

Mgła dodaje mistycyzmu..tworzy coś na kształt srebrzysto-mlecznej poświaty..
krawędzie obrazów są zamazane, przez co uwalniają wyobraźnię...
pozwalają na różną interpretację... sami domalowujemy tło..
stajemy się malarzami rzeczywistości...

Jesień..jest przykładem tego, że prawdziwe piękno znajduje się głęboko wewnątrz, trzeba je odkryć, poszukiwać,
nie karmić się tym co najprostsze,
nie wystarczy tylko wyciągnąć dłoni, żeby je przechwycić..

Jesień zachęca do myślenia, ukazuje przedmioty w innym świetle,
to czas melancholii.. zewnętrznego chłodu,
czas poszukiwania ciepła...
ludzie spacerują otuleni sobą, ciepłymi tkaninami,
ulice parków otulają się liśćmi..
a myśli rozgrzewa miłość i gorąca czekolada..

Jesień to odrodzenie duszy,
ożywienie rzeczy martwych..
człowieczeństwa, uduchowienia...
czas większej pokory...
przypomnienie, że to my należymy do natury a nie ona do nas...

czas inspiracji..
obietnica przyszłej wiosny...
ach...






piątek, 15 maja 2009

Medytacja


Mam dość chaosu goszczącego nieustannie w mojej głowie, dość przejmowania się bzdurami i nadwrażliwości na treści telewizyjnego kaznodziei. Wreszcie nastąpiły we mnie jakieś rozsądne przemyślenia i doszłam do wniosku, że ostatnimi czasy sama nieźle się odczłowieczyłam.


Najbardziej mnie męczy:

- urojony brak czasu (na włoski, na czytanie książek, na rozwijanie zainteresowań, własnych pasji a nawet na samą relaksację!) co gorsza czuję, że mam ochotę na to wszystko ale rezygnuję z tego na rzecz zazwyczaj nauki na sesję, bo ciągle czuję presję, że zostało już tak mało czasu (tylko kiedyś jakoś byłam w stanie połączyć codzienny pobyt w szkole, zadania domowe, naukę na nie kończące się kartkówki i sprawdziany plus WSZYSTKO co wyżej wymieniłam..)

- ciągła presja że potrzebuję kasy, raz - na spłatę najbliższego semestru a dwa na własne konto które pasowałoby wreszcie zacząć uprawiać tylko jak zwykle pewnie na to już nie starczy i ogólnie ta pogoń za pieniędzmi których nie ma i samo to, że w tej kwestii na marudzenie stać mnie zawsze (samą mnie ono męczy)

- i coś co chyba najbardziej mnie zaniepokoiło, ostatnio coraz bardziej emocjonalnie wpływają na mnie bodźce wysyłane z telewizji w postaci programów dokumentalnych takich jak np. W11.. oglądałam bo było wciągające, ale postanowiłam przestać przynajmniej chwilowo (serio), czasem mam wrażenie, że przejmuję się niektórymi historiami bardziej niż sami zainteresowani. Ten program wpływa negatywnie na mój humor, na myśli, bardzo się przejmuję niektórymi odcinkami, zdarza mi się nawet myśleć o nich jeszcze następnego dnia, a to już chyba gruba przesada, tak mi się przynajmniej wydaje (jeszcze parę miesięcy temu tak nie było)

Czuję, że się zaniedbałam duchowo, nie chce mi się robić sesji relaksacyjnych, wyciszać umysłu, mówię o takim prawdziwym relaksie, dogłębnym (nie o przyjemnościach jak np. picie kawy czy słuchanie muzyki, co zresztą uwielbiam) ale to wszystko nie daje pełnej relaksacji, pełnego ukojenia dla duszy gdy brakuje wyciszenia, przystopowania.. ba! UMIEJĘTNOŚCI wyciszenia się, nie tylko chęci, ale też mobilizacji do działania w tym kierunku, do przywrócenia tej umiejętności, która kiedyś była dla mnie oczywista i naturalna..


Teraz chcę znowu nauczyć się patrzeć z większym dystansem na życie, zadbać o jasność umysłu aby dostrzegać różne perspektywy i pola widzenia, poczuć wreszcie wewnętrzny spokój harmonię za którą tak tęsknię, uporządkować rozwiane myśli, ostudzić niepotrzebne nerwy,

przygładzić emocje, może zacznę pisać wiersze..;) a przede wszystkim zaczynam medytować (tzn. na początku zmuszać się do medytacji i wmawiać sobie, że mam na nią czas hehe..;P) ale wiem, że warto, bo to sprawdzona metoda (sprawdzona przez psychologów, zakonników i mnie;P;P;P) Oderwać się czasem od jakiegokolwiek myślenia(czy to złego czy dobrego) po to aby później móc lepiej zagłębić się w piękno tego świata i nie tylko..:)


Jeśli ktoś dotrwał do końca tego elaboratu to gratuluję siły woli i cierpliwości;D



Moje ostatnie hasło przewodnie to: IDĄ DOBRE CZASY!
(z dopiskiem: miejmy nadzieję ;P;P;D)

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Nowa moda



Ostatnio zauważyłam na Naszej Klasie nowy trend: coraz więcej dziewczyn około dwudziestki wystawia sobie swoje fotki z czyimiś bobasami..;P


O ile nie widzę nic nadzwyczajnego w chwaleniu się własnym dzieckiem, to jednak zaintrygowało mnie zjawisko chwalenia się cudzymi.


O co COME ON ? Niektóre osoby, nawet nie podpisują zdjęcia, celowo zostawiając znak zapytania na "domysły" znajomych... Co ciekawe procentowo najczęściej są to ich ukochani chrześniacy czy świeżo narodzone siostrzeniczki (jak się później okazuje;P).


Oto przykład współczesnego lansu HE!:




PS. Sory za model, ale tylko taki miałam, tzn..dziecko takie tylko pod ręką było;D


poniedziałek, 1 grudnia 2008

Deska snowboardowa


Niedawno miałam okazję obejrzeć pewien niezwykle mobilizujący mnie do ruchu na śniegu, którego jeszcze w Krakowie nie ma(he he może dlatego taki fajny;P), film- Optimistic.


Hmm ogólnie jest to film inny niż wszystkie.
Bohaterami są najlepsi na świecie snowboardziści, którzy od pierwszej do ostatniej minuty prezentują swoje mistrzowskie umiejętności okiełznywania czap śnieżnych.

Z pewnością jest dużo adrenaliny( oczywiście nie dla widza, bo widz raczej jest w stanie medytacji relaksacyjnej spowodowanej, nie czarujmy się, równie niezwykłą monotonią fabuły..ciągle tylko ten śnieg i śnieg;D hihi) ale z pewnością odczuje wibracje z fantastycznej ścieżki dźwiękowej! Powiedziałabym, że muzyka do filmu jest wprost hipnotyzująca, mnie daje emocjonalnego kopa za każdym razem kiedy jej słucham:) i chyba w połączeniu z nią Optimistic staje się niemal mistyczny!

Kiedy patrzę na tych chłopaków, jak szaleją na tych deskach to czuję jakbym sama gdzieś tam duchem się unosiła..często wracam myślami do tego filmu, myślę że tytuł jest trafiony w
dziesiątkę, rzeczywiście nastraja cholernie
pozytywnie, do życia, do wyzwań, a nawet do zimy!;P





To jest link do jednego z
najpiękniejszych utworów z soundtrack'a, a przy okazji
wprowadza w klimat filmu :-)
http://pl.youtube.com/watch?v=KPrHsiAkwoE


Kurczę, i z tego wszystkiego to sama bym sobie chętnie deskę kupiła, jakąś tanią, używaną na dobry początek..coby się za bardzo nie połamać na niej;D Bo w sumie zawsze można wypożyczyć, ale nie wiem czy to się opłaca, pojadę na jakieś Kluszkowce i mi później powiedzą, że sprzęt się już skończył albo coś, jeszcze stać w tych kolejkach do wypożyczalni, marznąć a jeszcze później fatyga, żeby tam wrócić, ło rany!!! a bidy, a bidy przy tym, a narzekania..eee to nie dla mnie takie interesy;P;P



Takiego kierpca nalazłam gdzieś na necie tak z ciekawości- 350zl (przecena z 850zl) O.O tylko nie jestem pewna czy to od pary, może od buta hehe;D
Nie wiem jeszcze co zrobię, ale jeździć czymś tej zimy będę! a już na pewno na dupoślizgach;D o tym chyba napiszę kiedyś osobny elaborat, bo wspaniała dyscyplina, niskonakładowa..sesesese;)

A na zakończenie jeszcze mały mix snowboardowo- zimowo- optymistyczny :)



TEJ ZIMY BIERZEMY CO MAMY POD RĘKĄ (MOGĄ BYĆ NOGI ZA PAS) I JEDZIEMY NA MAXA ! ;D ;-*




wtorek, 25 listopada 2008

Powitanie

Witam,

wszystkich miłych Gości i zapraszam na me włości,

gdzie przedstawię me radości, moje smutki i miłości,

będzie humor, pasja, życie o różnakiej tematyce,

łyk poezji i łyk kawy.... oby to był blog ciekawy :)